Sesja zbliża się wielkimi krokami. Zajęcia skończyłam już w zeszły czwartek. Anatomia straszy coraz bardziej, a ja wpadam na coraz to nowy sposób efektywniejszej nauki. Próbowałam wstawać o 4-5, ale nie wyszło, za żadne skarby. Wracam do starych przyzwyczajeń, do siedzenia do 3-4 a spania w dzień. Z anatomii powstają kolejne rysunki, schematy, wykresy. W sumie to moja pierwsza sesja, bo zimowa biofizyka to był jakiś żart. Pewnie dlatego teraz tak obsrywam.
Nie urządzajcie teatru/cyrku z deklaracji wiary. Skoro już coś takiego powstało, to nie róbcie niepotrzebnego szumu i zamieszania. Ostatnio coraz bardziej doceniam polską muzykę z polskim tekstem. Czuję jakiś sentyment. W związku z tym przesyłam coś na miłe spędzenie dzisiejszego dnia ( u mnie wiadomo z czym :P ).
Zakochałam się w tym od pierwszego słyszenia ;) Miłego dnia.
Minęło trochę czasu od kiedy pisałam ostatnio. Brak we mnie jeszcze czegos, co by mi mówiło, żeby coś tu naskrobać, jakiegoś przyzwyczajenia. Ale cały czas staram się tu wracać coraz bardziej regularnie.
Zajęcia się skończyły, sesja za pasem, anatomią zawalony cały pokój. Tak, tego egzaminu obawiam się najbardziej. I tu moja prośba. Jeśli ktoś ze starszych kolegów to czyta, to czy mógłby się podzielić swoimi wspomnieniami, refleksjami, radami w tej kwestii?
Od początku maja do niedawna (okres maturalny) trzymałam kciuki za całą rzeszę znajomych zdających Egzamin Dojrzałości, jak go zwą. Tych piszących po raz pierwszy, zestresowanych jak diabli, jak i tych poprawiających, chcących dołączyć do studentów mojego kierunku. Pół dnia spędzałam na telefonach i życzeniu powodzenia, a potem wypytywaniu jak poszło itd. Uświadomiłam sobie, że jeszcze nie tak dawno byłam na ich miejscu. Pierwszy rok studiów zleciał nie wiadomo kiedy. Starsi mieli rację, że po 18 czas leci jak szalony. Teraz trzymam kciuki za wyniki maturzystów, tak jak oni za moją sesję;)
Teraz mały apel do abiturientów maturzystów.
Korzystajcie z tych wakacji ile wlezie. Podróżujcie, zwiedzajcie, poznawajcie okolice, spędzajcie dużo czasu z rodziną, przyjaciółmi, poznawajcie nowych znajomych, pomagajcie innym, udzielajcie sie, jeździjcie na koncerty, zróbcie coś szalonego, coś na co nigdy nie mieliście czasu lub odwagi. Nie marnujcie czasu na fejsbuki i internety, strony typu kwejk, wiochy i inne, szkoda czasu. Wykorzystajcie ten czas w 100%. Ja też to zrobie, zaraz po sesji i praktykach.
Miśki trzymajcie się.
Pozdrawiam z pierwszorocznej lekarskiej rzeczywistości studenckiej. :)
wtorek, 13 maja 2014
Witam po raz czwarty. Głupio mi trochę, bo ledwie zaczęłam
pisać, a już taka przerwa. Sama nie wiem do końca, dlaczego tak się stało.
Problem z Internetem, brak czasu. Jakoś tak wyszło. Teraz, mimo zbliżającej się
sesji i trwającego maratonu kolokwiów, postaram się pisać bardziej
systematycznie J
Powrót po majówce nie był łatwy, choć wcale nie leniłam się
aż tak bardzo. Co prawda nie zrealizowałam planów w 100%, ale coś zrobiłam, w
sumie to większość, więc chyba mogę być z siebie trochę dumna (?). Co zrobiłam? Ogarnęłam trochę anatomii i
histologii. Zdążyłam też odpocząć i się zresetować :D
Maj niestety nie zapowiada się łatwo. Koło z anaty,
biochemii, histologii, drugi raz anata…
Tamtą część notatki napisałam jakiś czas temu, ale wrzucam
dopiero teraz. Minęło kilka dni i mogę się pochwalić, że koło z biochemii
zaliczone :D ostatnie koło z biochemii. Jeszcze tylko egzamin i już drugi z
biosyfów będzie za mną. Z anaty również jeden blok już za mną.
Kontynuując odliczanie pozostało mi jeszcze:
- koło z histologii
- koło z anatomii
- egzamin z anatomii
- egzamin z pierwszej pomocy
- Egzamin z biochemii
- egzamin z histologii
- praktyki i WAKACJE
Ale studia to nie tylko nauka. Ostatnio zdałam sobie sprawę,
że mam tu już kilku przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół i zdążyłam już ( że tak powiem) ich „przetestować” i
wiem, że mogę na nich liczyć. Sama nie
wiem, kiedy to się stało. „nie żeby specjalnie, zwyczajnie, przez nieuwagę”. I
jeśli nic się nie zmieni, to nie pozwolimy sobie zginąć.
Studia studiami. Medycyna medycyną, ale na imprezę tez
trzeba czasem iść. I ostatnio odbyła się taka ostatnia przed sesją. Oby takich
więcej. Trzeba mi było naładować akumulatory w ten sposób.
Na wielu blogach czytałam różne anegdotki z zajęć. Ostatnio
przypomniała mi się sytuacja, która wydarzyła się u mnie na roku. Anatomia.
Ćwiczenia z osteologii. Asystent opowiada o tym, że coś ma kształt klina i
pyta: wiecie co to klin?. Na co jeden ze studentów: Tak, tak. Kolega po
imprezie coś wspominał. Cała sala parsknęła śmiechem ;)
Kolejny
tydzień na uczelni minął niezauważony. I w końcu jestem w domu. Na całe 6 dni.
Oczywiście przygotowań do świąt nie ma końca. Ciasta, sałatki, sprzątanie… Ale oprócz tego ofc odwiedzi mnie anatomia,
histologia. Tak, tak, nadchodzi czas, że nawet w święta nie mogę sobie totalnie
odpuścić. Także tego, czasu mało, roboty dużo. Chciałabym napisać coś więcej,
ale nie zdążę. Cóż, mogę Wam życzyć tylko wesołych, radosnych, rodzinnych
świąt, dużo odpoczynku, relaksu i boskiego chill outu J Do zobaczenia wkrótceJ
W poście tym chcę odpowiedzieć na pytania Przyszłej licealistki z komentarza pod ostatnim postem i mam nadzieję, ze mi się to uda w miarę wyczerpującoJ
Zacznę od początku. Na razie nie chcę zdradzać, na jakiej uczelni studiuję, wolę zostać bardziej anonimowa. Może kiedyś. Ale powiem jedno. Nigdy nie zamieniłabym mojej uczelni na inną. Podoba mi się, czuję się tu dobrze od początku. Może to za sprawą wspaniałych ludzi, którzy mnie otaczają i wspierają (wspieramy się nawzajem). Atmosfera jest naprawdę miła, mimo doniesień z każdej strony o wyścigu szczurów na uczelniach medycznych.
Pytając, czy trudno się dostać pewnie miałaś na myśli głównie progi. Myślę, że na tej stronie jest wszystko dobrze zebrane: http://namedycyne.eu/ Chętnych nie brakuje, ale dostanie się jest wykonalne;) Wiadomo, z każdym rokiem progi się trochę zmieniają, ale nie ma tu drastycznych spadków.
Ja na maturze, oprócz standardowych 3 przedmiotów, zdawałam biologię i chemię. Ile się przygotowywałam? Trudno to określić. w sumie to od początku liceum starałam się nie olewać bioli i chemii. Później w 3 klasie doszły powtórki, zbiory, arkusze i tak w kółko, do znudzenia, raz, drugi, trzeci… głównie arkusze, arkusze i jeszcze raz arkusze. I dodam jeszcze, że żadne korepetycje, nie były mi potrzebne. To nie prawda, że bez korków nie ma się co startować. Trzeba mieć po prostu trochę motywacji i brać się do roboty. Oczywiście, nie zaszkodzą, mogą tylko pomóc, ale NIE SĄ WARUNKIEM KONIECZNYM, a z taką opinią się spotkałam. Ja miałam szczęście, bo trafiłam na dobrych nauczycieli, ale bez tego też można dobrze zdać maturę. Oczywiście jest duuużo trudniej samemu, ale można. Więc jeśli kogoś nie stać na dodatkowe lekcje, bo tak się zdarza, to nie należy rezygnować J
Rekrutacja na większości uczelni wygląda podobnie, różni się tylko trochę terminami, ale to wszystko jest wypisane na stronach internetowych. Najpierw rejestrujesz się, zakładasz konto internetowe w systemie, później opłata rekrutacyjna, różne formularze itp., potem wpisuje się wyniki matur i czeka na listy rankingowe. Jak już pisałam, na stronie każdej uczelni znajdziesz terminarz i regulamin rekrutacji, gdzie będzie wszystko bardzo dokładnie opisane.
Cytacik prawdziwy i trudny do spełnienia. Potwierdzam, ale z każdym dniem jest coraz łatwiejszy, trzeba tylko do tego odpowiednio podejść.
A jeśli chodzi o arkusze, to o tej porze przed maturą arkusze wychodziły mi na 90 pare % .
Mam nadzieję, że nie jest bardzo chaotycznie. Jeśli będą jeszcze jakieś pytania, pytajcie śmiało, postaram się odpowiedzieć. Następna notka będzie już bardziej o mojej studenckiej codzienności, obiecuję J
Cześć,
jestem studentką I roku na kierunku lekarskim. Od dłuższego czasu zbieram się,
żeby zacząć pisać bloga i wkońcu to nastapiło. Odkąd postanowiłam zostać
lekarzem przeczytałam wiele blogów, setki postów, niektóre odwiedzam do dziś. Na swoim postaram się opisywać, co dzieje się na studiach, ale nie tylko. Nie wiem, czy inni mają tak samo, ale dla mnie czas na studiach mija bardzo szybko, pędzi jak
szalony. Wielu rzeczy nie jestem w stanie wyłapać z życia. Dlatego też myślę,
że blog jest dobrym pomysłem. Fajnie będzie zajrzeć tu za jakiś czas i wrócić
do problemów, które będą wydawały się już błahe, do tych miłych chwil, które
się przytrafiają. Mam nadzieję, że pozwoli mi to docenić to co mam. A jeśli uda mi się komuś, kogoś zmotywuję ( tak jak było w moim
przypadku ) będzie to dla mnie ogromna satysfakcja, bo pomaganie jest naprawdę
super. Poza tym fajnie byłoby wymieniać się informacjami z ludźmi z pokrewnych
kierunków z innych uczelni.
I tak o to powstał post nr1, post o wszystkim i o niczym; post, którego szybko
pewnie nikt nie przeczyta; post nie wnoszący nic i w sumie bez sensowny, ale od
czegoś trzeba zacząć ;) mam nadzieję, że następne będą lepsze, ciekawsze. Na
koniec dorzucam coś zupełnie nie związanego ze studiami, ale coś, co towarzyszy
mi na każdym niemal kroku – muzyka. Miłego słuchania J
Pozdrawiam
wszystkich, którzy prędzej czy później tu trafią. Do zobaczenia wkrótce :)